Shecell - dla mnie i dla mamy

W ramach akcji Testuje z Twoim Źródłem Urody od czasu do czasu mam szansę poznać nowe kosmetyki. Z jednymi zaprzyjaźniam się bardziej, wspominając Michałowi jakie to było dobre, z innymi trochę mniej. Kremy od Shecell testowałam z mamą, która jest przedstawicielką cery naczynkowej. Taki też krem jej wybrałam. Natomiast sama skusiłam się na ten walczący z przebarwieniami, których niecierpię.

Ciekawi jak się te kosmetyki spisały?




To co zasługuje na uwagę to z pewnością składy. W kremie na przebarwienia nie mogło zabraknąć witaminy C, którą uwielbiam w kosmetykach. Pięknie rozjaśnia cerę. 
Natomiast krem naczynkowy to przede wszystkim trokserutyna i olej z pachnotki, które zamykają i uszczelniają naczynka.
Ponadto nie mogło zabraknąć kwasu hialuronowowego w obu produktach czy jakiegoś "ukojacza' typu panthenol czy olej szafranowy. Tutaj również się nie zawiodłam. Warto wspomnieć, że obydwa kremy zawierają filtry UVA i UVB.


Konsystencja kremu jest treściwa, o żółtawym zabarwieniu. Mimo jego gęściejszej konsystencji wcale nie jest ciężki. Bardzo szybko się wchłania, nie pozostawiając po sobie śladu. Dlatego sprawdzi się dobrze pod makijaż - kosmetyk nie będzie z nim walczył. Jego działanie jak na razie opisałabym jako obiecujące. Nie zauważyłam aby mi szkodził, ale też nie jest widoczny efekt od razu. Myślę, że dokładną opinię o nim jeszcze zdążę sobie wyrobić. Używam go dopiero dwa tygodnie.


Krem na naczynka od Shecell dostała moja mama, która odrazu zaczęła go używać. Tutaj mogę opowiedzieć nie tylko o jego konsystencji, szybkości wchłaniania, ale przede wszystkim o działaniu. Tutaj mamy doczynienia z równie gęstą konsystencją, ale już o brązowawym zabarwieniu. Moja mama zauważyła uspokojenie się cery, ale narzekała trochę na brak zielonych tonów, które zlikwidowałyby czerwień na twarzy, do czego była przyzwyczajona. Przy dłuższym stosowaniu zauważyła dobre nawilżenie cery oraz delikatną walkę z naczynkami. Pozostało jej jeszcze ponad pół tubki (co znaczy, że krem jest wydany) i z chęcią go zużyje do końca.



Marka Shecell to produkty dermoaktywne, które według mnie potrzebują czasu aby się rozwinąć. Chętnie poświęcę im go odpowiednio dużo, by móc wrócić do Was z opinią czy te kosmetyki warto nakładać na swoją buzię. Z mojej strony pokładam nadzieję, widząc, że z każdym dniem przyjaźnimy się nieco bardziej.

5 komentarzy:

  1. Super, że się sprawdzaja te kremy. Ja się trzymam swoich sprawdzonych :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Najbardziej zainteresował mnie ten do cery naczynkowej - będę mieć na uwadze!
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. o właśnie ja jeszcze nie znam tych ksometyków, ale czekam na pierwszą paczkę!

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaciekawiłam się, chętnie wypróbuję

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz znaczy dla mnie bardzo wiele. Dziękuję ♥
Chętnie Cię odwiedzę. Nie mam nic przeciwko zostawianiu linka do Twojego bloga w komentarzu, ale i bez tego bez problemu Cię znajdę. :)

@templatesyard