Cashmere Lipstick od Pierre Rene

11 stycznia

Pomadka, która nie jest matowa, a ma lekko błyszczącą poświatę i ściera się w kierunku matu to prawdziwy rarytas. Jeśli dołożymy do tego wymagania takie jak trwałość, kremową konsystencję czy łatwość aplikacji to trochę jakbyśmy tworzyły mityczną postać - każdy słyszał, nikt nigdy nie widział. A czasami coś jest na wyciągnięcie ręki... 



Cashmere Lipstick od Pierre Rene to niepozornie wyglądające, zamknięte w czarnych  pudełeczkach pomadki. Samo wykonanie opakowania jest fenomenalne. Magnetyczne, metalowe, bardzo eleganckie. Trzymając je  nie czujemy jakbyśmy miały coś taniego w ręce (a kosztują niecałe 20zł!). Są bardzo miłym symbolem kobiecości, o bardzo intensywnych kolorach. A jeśli już o nich mowa - możemy wybierać spośród 14stu. Nude, rażące czy klasyczna czerwień. U mnie numerki 02, 05 i 07.


Konsystencja jest maksymalnie przyjemna. Nie miałam żadnych problemów z przyzwyczajeniem się do niej. Nie wyjeżdżałam za kontur, idealnie pokrywają do samych kącików. Dzięki takiej konsystencji nasze usta wyglądają zdrowo. Moje aktualnie są bardzo poranione, suche, a po nałożeniu tej pomadki odczuły ulgę.  Żadnych podkreślonych suchych skórek, usta wyglądają dobrze.


Komfort noszenia jest fenomenalny. Pomadka zawiera w sobie witaminę E, która nawilża usta i sprawia, że czujemy się w pomadce po prostu dobrze. Delikatnie wyczuwalna na ustach w postaci właśnie pielęgnacji. A to wszystko bez ujmy na pigmentację, która jak zaraz się przekonacie, jest doskonała.


Nie myślałam, że będzie to trwały kosmetyk. Pomadki o satynowym wykończeniu raczej są średnio trwałe i szybko się ścierają, a z jedzeniem czy piciem nie mają szans. Bardzo się zdziwiłam, gdy zaraz po nałożeniu kolorku 05 (najmocniejszy odcień) poszłam na gorącą zupę, a po niej pomadka nadal była na swoim miejscu. Dała radę również w teście zewnętrznym. Zimno jej nie straszne. Ściera się w kierunku matu, pozostawiając kolor na ustach.


A tu możecie zobaczyć 05 po paru godzinach noszenia, dwóch posiłkach, napojach (zdjęcie w sztucznym świetle, robione na szybko):


Jestem zaskoczona, że te Cashmere Lipstick od Pierre Rene tak dobrze się spisał. Chętnie sięgnę po kolejne odcienie. Dodatkowo, dla fanek kredek do ust, Pierre Rene proponuje gamę Lip Matic, gdzie numeracja odpowiada kolorystyce tej Cashmere. W takim połączeniu usta będą nie do zdarcia. 

Więcej kolorów, a także możliwość zakupu tutaj.

Ciekawa jestem czy któraś z pomadek szczególnie przypadła Wam do gustu?


Zobacz też:



You Might Also Like

14 komentarze

  1. Pierwszą i ostatnią chętnie wypróbowałabym.

    OdpowiedzUsuń
  2. ostatnią chętnie bym wypróbowała
    zapraszam

    mój blog |KLIK|

    OdpowiedzUsuń
  3. Szczególnie ciekawe i dosyć nietypowe jest to schodzenie do matu. Myślę, że to jest to czego szukałam, ze względu na trwałość i komfort noszenia

    OdpowiedzUsuń
  4. Z Pierre Rene nie miałam jeszcze szminki, a najbardziej czerwień przypadła mi do gustu z tych ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. nie miałam jeszcze ich szminek ale biorąc pod uwagę ich trwałość to chętnie wypróbuje 02 i 05 :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne kolory, 02 idealny dla mnie<3

    OdpowiedzUsuń
  7. Kolor 02 najbardziej by mi pasował :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękne są wszystkie odcienie ❤❤

    OdpowiedzUsuń
  9. Kredek do ust nie używam, nie lubię. Z Pierre Rene miałam matową szminkę i całkiem fajnie sobie radziła. Te wyglądają bardzo ekskluzywnie!
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Faktycznie nieźle wygląda nawet po kilku godzinach, no i kolor nr 3 obłęd :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudownie prezentują się te pomadki, żywe kolory <3 Obserwuje ;*

    OdpowiedzUsuń
  12. Oh, jak dawno mnie tutaj u Ciebie nie było! Tęskniłam, ale wracam już do blogowania :)
    Piękne te odcienie,nude bardzo ciekawy!
    Buziaki, loveanea ;*

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz znaczy dla mnie bardzo wiele. Dziękuję ♥
Chętnie Cię odwiedzę. Nie mam nic przeciwko zostawianiu linka do Twojego bloga w komentarzu, ale i bez tego bez problemu Cię znajdę. :)