Słoneczna kosmetyczka na wakacje

15 września

Podczas, gdy ten post zostaje opublikowany - jestem na wakacjach w Egipcie. Słońce, plaża, piasek... Z pewnością jest mi rajsko! Jednak ten stan ducha wiąże się z nieoczekiwanymi trudnościami, w tym poparzeniami słonecznymi. W tym poście chciałam Wam pokazać mój niezbędnik do twarzy i ciała na wakacjach, zwłaszcza tych gorących.


Spakowałam się, z uśmiechem zważyłam walizkę  i okazało się, że 20 kg to wcale nie tak dużo. No tak - kosmetyki ważą! A te do opalania szczególnie. Przecież nie wezmę małej buteleczki, gdy wiem, że ochrona SPF jest ważna, jak nie najważniejsza. W mojej kosmetyczce wylądowała trzydziestka od Synchroline. Postawiłam na wersje w sprayu - jak dla mnie to rozwiązanie jest najwygodniejsze. W ofercie znajdziemy również 50 SPF, ale jako, że nie jestem jakiś bladzioch - wolałam słabszą wersję.

edit: Spisała się, oj spisała! Podczas, gdy widziałam jak skóra zmienia kolor na czerwony u osoby, która smarowała się inną trzydziestką, my cieszyliśmy się kolorem brązowym. Smarowaliśmy się co trzy godziny, jak nam się przypomniało. Ochronił nawet mocno poparzoną skórę głowy mojego faceta. :) 


Kolejny krok to kosmetyk kojący i nawilżający skórę po opalaniu. Ten dobry, który faktycznie działa, nie dość, że złagodzi skórę, zniweluje ewentualny czerwony koloryt, to dodatkowo będzie przeciwdziałał późniejszemu łuszczeniu się - a to jest prawdziwa zmora. Nienawidzę, gdy wracam po słonecznych wakacjach opalona, a po kilku dniach skóra zaczyna schodzić. I tutaj znowu postawiłam na spray od Synchroline After sun do ciała. Mam nadzieję, że uczucie pieczenia z nim nie straszne.

edit: w drugim dniu trochę odpuściliśmy smarowanie, skupiając się na najbardziej wrażliwych miejscach tzn. dekolt, barki, ramiona. Środek pleców, gdzieś obok łopatek trochę się "przyjarał". Wtedy poszedł w ruch on - after sun. Na minus zapach - niezbyt przyjemny. Ale zadziałał. Szybko złagodził spaloną skórę, nawilżył ją.



Nie ruszam się bez aloesu od Skin79. Ten kosmetyk niesamowicie koi, nawilża, a dodatkowo regeneruje skórę. Na noc, po opalaniu będzie idealny. Docenia go też mój facet, który uwielbia jego szybkie wchłanianie się.

edit: kosmetyk, który szedł w ruch po każdej kąpieli słonecznej. Ukoił opaleniznę znajomego, który wyglądał trochę w stylu "Polska biało-czerwoni". Pytał gdzie kupić ten aloes, zadowolony, że piecze trochę mniej.



Nie lubię zbytnio opalonej twarzy, a dodatkowo zdaję sobie sprawę, że promienie słoneczne przyczyniają się do powstawania zmarszczek i starzenia się skóry. Krem do twarzy z SPF50 to absolutna podstawa. Zabieram ze sobą coś lekkiego, a maksymalnie nawilżającego. Coś, co wiem, że faktycznie chroni - używam go cały sezon, to już moje drugie opakowanie i ufam mu bezgranicznie. Mój nosek ani razu nie był nawet przyrumieniony, a to dzięki niemu - Waterproof Sun od Skin79.

edit: podczas gdy ja jestem przyzwyczajona do codziennego stosowania kremu na dzień, mój facet o nim zapominał. Przez pierwsze dwa dni wysyłałam mu oficjalne zaproszenie do łazienki na smarowanie, ale potem w wyniku pewnych zdarzeń, ale także trochę "niech się nauczy sam", tego nie robiłam. I dwa dni jego skóra twarzy była idealnie ochroniona, lekko opalona, bez zbędnych dodatków. Po odpuszczeniu - nos zaczął się robić czerwony, czoło tak samo, i to już po chwili słonecznej kąpieli. Wtedy musiał się wracać do pokoju i się smarować... Natomiast ja mam twarz mniej opaloną od reszty ciała, lecz brązową. Zero zaczerwień. Jest to mój hit lata 2017.



Wakacje to też czas testów i tutaj przetestuję  lotion Snail Bee od Bentona. Będzie to moja pierwsza styczność z tym produktem. Co najlepsze - ma łagodzić podrażnienia, więc znowu coś na słońce. Posiada kwas hialuronowy, a co za tym idzie powinien dobrze nawilżać. Kosmetyk oparty jest na bazie filtratu ślimaka, nie zawiera wody i nadaje się do cery wrażliwej.

edit: czasami czegoś zapomnimy. U mnie był to najzwyklejszy krem nawilżający, nie taki na noc, a taki, którego użyję po prysznicu (jeszcze przed kolacją). I stosowałam tylko lotion Snail Bee. Okazał się genialny. Jego lekko kremowa konsystencja świetnie się rozprowadza, nie pozostawia niemiłego nalotu, a dodatkowo nawilża skórę. Bardzo nawilża. Jest bardzo wydajny - półtora do dwóch pompek przy opalaniu. Normalnie użyłabym jednej.


Jak możecie zauważyć - ta podstawowa pielęgnacja przeciwsłoneczna opiera się w 3/5 na azjatyckich kosmetykach. Synchroline, chociaż jeszcze przeze mnie nie znane, obarczyłam bardzo dużą ilością zaufania. Mam nadzieję, że dzięki tej piątce wrócę bez poparzeń, z piękną opalenizną, a ten stan będzie trwał długi, długi czas!

edit: ja to mam nosa! :)


You Might Also Like

0 komentarze

Każdy komentarz znaczy dla mnie bardzo wiele. Dziękuję ♥
Jeśli podoba Ci się mój blog - zaobserwuj.
Chętnie Cię odwiedzę. Nie mam nic przeciwko zostawianiu linka do Twojego bloga w komentarzu, ale i bez tego bez problemu Cię znajdę. :)