Draping z Lily Lolo

09 kwietnia

Strobing, conturing, a teraz draping! Czyli konturowanie różem. Od dawna podobało mi się, gdy kobiety zamiast używać bronzera stawiały na ciemny, chłodny róż. Dzisiaj post też o tym, bo pokażę dwa nadające się do tego róże oraz jeden, baaaaardzo brzoskwiniowy ♥


Lily Lolo i ich naturalne kosmetyki na stałe zagościły w mojej toaletce. Powiem szczerze, że uwielbiam je nie tylko ze względu na świetne działanie, ale także ze względu na eleganckie, minimalistyczne opakowania. Całość potrafi podbić serce. Ostatnio trafiły w moje ręce trzy róże, każdy w innej tonacji - różowej, brzoskwiniowej i brązowej. 


Life's a pechach to cudowna, matowa brzoskwinia. Dodaje uroku! Idealana do stosowania na kości policzkowe, ale także sprawdzi się u blondynek w większej ilości - muśnięte policzki w miejscu gdzie nakładamy bronzer odpowiedniemu typu urody doda energii, delikatności i wybije cały urok.

Coming up roses w odcieniach matowego różu - piękny, stanowczy, wydaje się dość ciemny i odważny. A według mnie jest cudowny ♥ Widzę go na policzkach osoby o ciemniejszej karnacji. Wydobędzie piękno, doda urody.

Mój fawboryt, czyli Tawnylicious - jedyny w odcieniach brązu. Matowy, nadający się do drapingu, czyli używany zamiast bronzera, jak mało jaki odcień, a ponadto podkreśli makijaż nakładany w sposób klasyczny. Według mnie pasuje do niejednego typu urody. 



 Niesamowita pigmentacja, trwałość, a do tego wydajność - prasowane kosmetyki mineralne mają to do siebie, że są, i są, i są. Intensywność możemy stopniować dodając kolejne warstwy kosmetyku, ale już niewielka ilość wystarcza, aby dodać charakteru, energii buzi. A właśnie to najbardziej przyda się o tej porze roku - gdy jeszcze cera jest lekko poszarzała warto dodać jej różu ♥



Te róże i wiele innych mineralnych produktów od Lily Lolo znajdziecie w sklepie online Costasy.pl. Wybierając je stawiacie na kosmetyk bez zbędnych składników np. talku (który bardzo często zapycha), substancji zapachowych.



You Might Also Like

13 komentarze

  1. Brzoskwiniowy jest prześliczny :) Uwielbiam takie odcienie :D Wcześniej nie słyszałam o tej firmie, ale widzę, że muszę się z nią koniecznie zapoznać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem niesamowicie ciekawa kosmetyków tej marki, bo dotąd nie mam ani jednego. Właściwie znam chyba wszystkie inne marki oprócz tej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. róży Lily Lolo jeszcze nie miałam, póki co zachwycam się bronzerem Honolulu :D

    OdpowiedzUsuń
  4. piękne kolory ♥
    Jestem ciekawa jak wyglądają na twarzy

    OdpowiedzUsuń
  5. Brąz bardzo mi sie podoba <3

    Zapraszam http://ispossiblee.blogspot.com/2017/04/white-dress-jeans-bomber.html

    OdpowiedzUsuń
  6. Wszystkie są śliczne, ale zupełnie nie dla mnie - róż tylko w chłodnym, jaśniejszym odcieniu :) ale dla osób o innej karnacji - super :)

    OdpowiedzUsuń
  7. wszystkie odcienie są piękne ;) akurat kończy mi się róż i może to pora by zainteresować się tą marką właśnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. słyszałam duzo dobrego o kosmetykach lily lolo ale nie mialam okazji jeszcze probowac:<

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo lubię kosmetyki marki Lily Lolo, lecz tych prasowanych róży jeszcze nie miałam.
    :*

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz znaczy dla mnie bardzo wiele. Dziękuję ♥
Jeśli podoba Ci się mój blog - zaobserwuj.
Chętnie Cię odwiedzę. Nie mam nic przeciwko zostawianiu linka do Twojego bloga w komentarzu, ale i bez tego bez problemu Cię znajdę. :)