Dlaczego dałam się pokłuć!?

11 września

W 2016 roku miałam okazję poznać Panią Ewę Topolską i jej salon Swan Laser Clinic. Wtedy, korzystając z zabiegu wyszczuplająco-modelującego brzuch, byłam maksymalnie zadowolona z efektów (przeczytacie o nim w poście "Schudnij w 4 dni nawet kilka cm!"). Dlatego zdecydowałam się ponownie zaufać Pani Ewie i poddać się tym razem innemu zabiegowi - radiofrekwencji mikroigłowej. 

I nawet chwilę tego żałowałam.




Rozmawiając z panią Ewą Topolską na temat radiofrekwencji mikroigłowej wysłałam jej zdjęcie mojego cellulitu, rozstępów na pupie oraz górnej części ud. Powiem Wam, że trochę się wstydziłam. Zdjęcie bardzo, ale to bardzo pokazywało jak duży jest problem. Na szczęście pani Ewa zachowała się bardzo profesjonalnie i taktownie uspokoiła mnie, że mój cellulit wygląda całkowicie normalnie. Zarekomendowała mi zabieg radiorekwencji mikroigłowej, który "boli tylko odrobinę, prawie wcale". Wyobraźcie sobie moje przerażenie, gdy leżąc u niej w gabinecie usłyszałam o 81 igłach, które mieszczą się na kwadracie 9x9. Miałam ochotę uciekać. Nie cierpię igieł, a jakakolwiek wzmianka o nich zapala mi czerwoną lampkę. Nie wiem czemu ja głupia myślałam, że słowo "mikroigłowa" to wcale nie musi oznaczać, że w moje ciało będą wbijane igły...

Ale skoro już leżałam to głupio było mi się wycofać. Czekałam zatem na pierwsze, wtedy myślałam, że bolesne, ukłucie...



Zabieg rozpoczął się oczywiście oczyszczeniem, odkażeniem fragmentu ciała, które miało zostać poddane zabiegowi. Następnie Pani Ewa, konsultując ze mną wcześniej dokładnie które miejsca są według mnie szczególnie problematyczne, obrysowała obszar, na którym będziemy działać. I poszło... przyłożyła pieczątkę i PUF. Przeżyłam! Ból wcale nie był taki straszny, jak siedział w mojej głowie. Spodziewałam się nie wiadomo czego, a okazało się, że to bardziej łaskota niż boli. Szczególnie okolica pupy. Trochę gorzej z udami, ale i tam ból jest naprawdę do  zniesienia. Nawet przez kogoś takiego jak ja - nienawidzącego jakiekolwiek igły.


Zabieg trwał maksymalnie pół godziny. Przez ten czas pani Ewa cierpliwie odpowiadała na moje pytania - jak długo efekt się utrzymuje? Jakie są przeciwwskazania? Jak to wygląda na twarzy? Czy Pani też sobie to robiła? I wiele więcej. Powiem Wam, że było tego naprawdę sporo. 

Jednak aby zacząć od początku wytłumaczę na "chłopski rozum" czym jest radiofrekwencja mikroigłowa. Jak już wspomniałam wcześniej - mamy tu do czynienia z głowicą w wymiarach 9x9, która posiada 81 igieł. Igły te możemy ustawić na różną długość, tak aby wbić się w skórę na odpowiednią głębokość. Maksymalnie może to być 3,5 mm, gdzie laser sięga nie  głębiej niż 1,7 mm. Twardszy, bardziej otłuszczony fragment ciała będzie potrzebował dłuższych igieł niż np. twarz. Zabieg polega na szybkim wprowadzeniu igieł w skórę, które wytwarzają mikroprądy o częstotliwości radiowej. Ta czynność powoduje, że skóra się uszkadza i musi zregnerować. Już nie tak brzydko jak wcześniej - z bliznami, rozstępami, celullitem czy zmarszczkami. Ma być taka jaka powinna, czyli piękna. Zabieg choćby stymuluje powstawanie nowej porcji kolagenu, który wypełnia zmarszczki. I nie jest to kolagen obcy, ale nasz, naszutki!


Możemy wykonać maksymalnie trzy zabiegi w odstępach miesięcznych, następnie należy zrobić sobie półroczną przerwę. Utrzymanie efektu oczywiście jest zależne od nas samych - jeśli po zabiegu będziemy odżywiały się niezdrowo, zapomnimy o przyjmowaniu odpowiedniej ilości wody, a aktywność fizyczna nadal nam będzie obca - wrócimy do starej wersji siebie. Z reguły jednak jest to od 6ciu do 18stu miesięcy - w przypadku zniwelowaniu zwiotczenia, cellulitu czy odmłodzenia skóry. Jednak w przypadku blizn, efekt utrzymuje się stale. Usunięta blizna nie powraca. 



Po zabiegu ponownie zostaje oczyszczona skóra, która zaczyna delikatnie piec. Pani Ewa pouczyła mnie, aby wieczorem stronić od mocnego alkoholu (ale na cydr pozwoliła! :)), a efekt pieczenia będzie całkowicie normalny. 


Zabieg, taki jak mój, na pośladki oraz górną część ud, jest widoczny już po miesiącu. Aby przekonać się o tym postanowiłam wykonać zdjęcia przed i po.


Spójrzcie na obszar, który był poddany zabiegowi - skóra wydaje się być wyraźniej bardziej ujędrniona, mniej "zwiśnięta". Dodatkowo pośladek - poszedł w górę. Zastanawiałam się chwilę czy to nie efekt zdjęcia, może innego ułożenia, ale porównując parenaście zdjęć które zrobiłam "przed" i "po" okazało się, że na każdym pośladek jest wyraźniej wyżej, a ta "szparka" pomiędzy pośladkiem a udem jest mniejsza. Zwróćcie też uwagę na strefę "tylną" pod pośladkiem - na zdjęciu "przed" wyraźnie zaznaczone  są takie jakby pagórki, natomiast na tym "po" widać delikatne kreski, które wskazują na to, że "coś tu kiedyś było". 

Miejsce zacienione było tylko częściowo poddane zabiegowi, ale chyba się skuszę na cały ten "element", bo tutaj różnica mogłaby być jeszcze lepiej widoczna, a i cellulit jest straszny.


Oczywiście jak w przypadku każdego zabiegu mamy pewne przeciwskazania, takie jak ciąża, zaburzenia gojenia, aktywne infekcje skóry, metalowe implanty czy rozrusznik serca. Przeciwskazaniem jest także wcześniejsze picie alkoholu. Nie powinniśmy też przyjść "świeżo" po opalaniu - najlepiej parę dni wcześniej zrezygnować z wystawiania danego obszaru skóry na słońce. Po także trzeba się pilnować - w słoneczny dzień 50 SPF to konieczność.

Czy jestem zadowolona z zabiegu?
Muszę przyznać, że tak. Skóra faktycznie wygląda inaczej, chociaż celullit nadal pozostał. Dlatego myślę, że wkrótce wybiorę się po raz kolejny do Swan Laser Clinic, by zabieg powtórzyć. Chociaż na samą myśl o igłach trochę wpadam w panikę, ale wiem, że  to nie boli aż tak bardzo i jestem w stanie wytrzymać te kilkanaście minut. W końcu czego się nie robi dla urody, prawda? :)


A tak przy okazji.. do końca września w Swan Laser Clinic ten zabieg macie 50% taniej :) 


Zobacz też:



You Might Also Like

12 komentarze

  1. Wow, ale efekt jest - chyba było warto, co?;)
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
  2. hm ciekawe jaki efekt po kolejnych zabiegach :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super, że pokazałaś jak to wygląda i jakie są efekty :) Brawo za odwagę :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale przepraszam, gdzie ten cellulit? :D Ja uwielbiam karboksyterapię na cellulit i tkankę tłuszczową. Ale robić, niekoniecznie mieć robioną :) super, że jesteś zadowolona!

    OdpowiedzUsuń
  5. Efekt jest jak dla mnie minimalny ale jednak zawsze lepiej dla kobiety :)

    Zapraszam http://ispossiblee.blogspot.com/2018/09/oswietlenie-w-mieszkaniu-jak-dobrac.html

    OdpowiedzUsuń
  6. jejj aż mnie coś zakuło... :d fajnie że efekt :)

    OdpowiedzUsuń
  7. jestem ciekawa dalszych efektów!

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz znaczy dla mnie bardzo wiele. Dziękuję ♥
Chętnie Cię odwiedzę. Nie mam nic przeciwko zostawianiu linka do Twojego bloga w komentarzu, ale i bez tego bez problemu Cię znajdę. :)